AAAAAAAA!!!!

LUDZIE
MAM PRACĘ !!!!!!!

126.

 

znów ryczałam. 

to nie ma sensu.

czas zakończyć tą szopkę… 

 

:(

 

125.

przeryczałam dzisiaj całe rano. przed prysznicem, pod prysznicem, po prysznicu. zjebałam faceta za pomocą smsa z bramki na O2.ie, bo mi wypił puszkę pepsi max. a ten, przyjeżdżając na przerwę, przywiózł mi 2 litry. i znowu się poryczałam. spodziewałam się jazdy na maxa po tym, co mu napisałam. a on po prostu przyszedł, przytulił… i stwierdził, że mnie kiedyś zabije. nice

 

moja psychika sobie nie radzi. matka myśli, że zarabiam od kilku ładnych tygodni – po to, bym przestała ryczeć co drugi dzień i żeby nie wyzywała mnie od pasożytów. z kolei rodzice miśka znają fakty. aż się boję boom, kiedy się spotkają i zgadają – a spotkać muszą się jeszcze w tym tygodniu, żeby przekazać kilka rzeczy dla mnie do zabrania. ogólnie żal, żal.pl, żal.eu, żal.ie ;/  

 

jeszcze w dodatku okazało się wczoraj, że jestem większa, niż mój facet. w talii o 3cm, w udzie o 11 (o zgrozo), nawet biceps mam większy. pierdolę. głodówka. ale z pepsi. 

 

 

125.

przeryczałam dzisiaj całe rano. przed prysznicem, pod prysznicem, po prysznicu. zjebałam faceta za pomocą smsa z bramki na O2.ie, bo mi wypił puszkę pepsi max. a ten, przyjeżdżając na przerwę, przywiózł mi 2 litry. i znowu się poryczałam. spodziewałam się jazdy na maxa po tym, co mu napisałam. a on po prostu przyszedł, przytulił… i stwierdził, że mnie kiedyś zabije. nice

 

moja psychika sobie nie radzi. musiałam okłamać matkę, że pracuję, żeby przestała mnie wyzywać od pasożytów. myśli, że zarabiam. z kolei rodzice miśka znają fakty. aż się boję boom, kiedy się spotkają i zgadają – a spotkać muszą się jeszcze w tym tygodniu, żeby przekazać kilka rzeczy dla mnie do zabrania. ogólnie żal, żal.pl, żal.eu, żal.ie ;/ 

 

jeszcze w dodatku okazało się wczoraj, że jestem większa, niż mój facet. w talii o 3cm, w udzie o 11 (o zgrozo), nawet biceps mam większy. pierdolę. głodówka. ale z pepsi. 

 

 

124.

300 dni. jutro wybije 300 dni, odkąd tu jestem. i wbrew pozorom mnie to dołuje. powinnam przynajmniej od 8 miesięcy pracować, żyć jak człowiek. a rzeczywistość jest taka, że siedzę jak pizda całymi dniami, na siłę szukając sobie zajęcia i żyjąc za czyjeś ciężko zarobione pieniądze. i wcale nie jest mi z tym łatwo. myślę o samobójstwie, by nie obciążać już nikogo więcej… 

zabrałam się za pisanie maila do gościa i działu kadr, do którego wysłałam ostatnio CV. do tej "wymarzonej"firmy. milczy, jak się można domyśleć. właśnie wysłałam i mam nadzieję, że nie jest tak leniwy, żeby mi nie napisać, co się do cholery dzieje, że nie raczył się skontaktować ani on, ani dział HR. albo mnie zatrudniają, albo mówią "spierdalaj" :/ jak mnie teraz oleje i nie odpisze (albo dostanę negatywną odpowiedź) do końca piątkowego wieczoru, to ręce mi opadną… będę w takiej kropce, że w pewnym momencie po prostu usiądę i się rozpłaczę. moja podświadomość jest w tej firmie. myślenie o pracy tam stało się dosłownie obsesją. teraz, kiedy jestem w dołku, mam wrażenie, że nawet strajk głodowy pod siedzibą by nie zadziałał. cholerni ignoranci. znalezienie pracy przerodziło się z celu w marzenie nie do osiągnięcia. przecież to jest chore. jeszcze dziś facet mnie dobił. próbował mnie na tydzień wkręcić do niego do pracy – w jednym z ich działów (firma współpracująca z tą moją wymarzoną – więc nawet minimalne doświadczenie bardzo by mi pomogło) z powodu tygodniowego urlopu będzie brakować ludzi. odmówili mimo to. każda odmowa łączy się u mnie z kolejnym dołkiem. ja już nawet nie umiem myśleć pozytywnie. pesymizm tłumi wszelkie nadzieje…   

miałam się dzisiaj zabrać za jogę, ale najzwyczajniej w świecie zasnęłam. położyłam się na łóżko, by się rozluźnić, potem odruchowo złapałam koc, przykryłam się i zasnęłam. pogoda też nie nastraja pozytywnie. mimo, że lubię deszcz, to jednak… staram się funkcjonować normalnie, ale jest coraz gorzej. 

help 

 

 

123.

kolejny raz facet przypomniał mi o jego lipcowym wyjeździe do Polski. a mi się ryczeć zachciało. i nawet się poryczałam, na szczęście był w kuchni i nie widział.  

 

za niecałe 6 tygodni zostanę tu sama, na cały tydzień. SAMA. za przeproszeniem ochujeję, jesli nie znajdę do tego momentu pracy. jeśli się czymś nie zajmę, nie wyjdę z domu. jeśli ktoś mnie nie zatrudni, przypomni mi się egzystencja z Polski. 100% samotności – przecież przyjaciół pozbawił mnie eks. kurwa, aż nawet ciężko mi o tym pisać. 24h na dobę sama. przez 7 dni. tylko tydzień!?! wieczność, do chuja!!!!   

 

dopadła mnie jakaś melancholia. po prostu chce mi się ryczeć tak porządnie przez to wszystko… kolejny raz jestem bezradna. nie umiem wpłynąć na innych ludzi, a szczególnie na tych, których nawet nie znam, nie widziałam na oczy poza zdjęciami. 

 

to wszystko to jakiś koszmar. nie tak miało być. NIE TAK KURWA MIAŁO BYĆ!!!! 

 

 

122.

ogólnie rzecz biorąc – nuda. piszę sobie po angielsku z gościem z facebooka, maniakiem jednej z tamtejszych gier – Social City. różni nas to, że ja gram dla przyjemności, by zabić czas – on gra tak, jakby rzeczywiście był burmistrzem, chociaż zarzeka się, że nie traktuje tej gry poważnie. problem w tym, że ja nie wydałabym prawdziwych pieniędzy na to, żeby móc sobie na swoim wirtualnym terenie wybudować budynek z limitowanej edycji. on tak. ah ci Amerykanie ^^… ble. 

 

stwierdziłam, że kolejny raz zrobię coś dla siebie. i oczywiście padło na dzień SPA. wzięłam konkretny olejek z The Body Shop, nadający się zarówno na włosy, jak na twarz i ciało. ekhm. a teraz, jak wyszło: olejkiem smarowałam się 5h temu, a jako tako kleję się nadal. nie zostawiam już plam niczym przedziurawiony bak z olejem napędowym, ale nadal go czuć. z włosów nie mogłam tego zmyć – po wysuszeniu okazało się, że włosy kleją się tak samo, jak skóra, a w dodatku wyglądają, jakbym nie myła ich od tygodnia i potrzebne jest powtórne mycie. na szczęście na tym nie straciły i mam wreszcie normalne, niesianowate kudły. twarz – może i świecę się jak kleopatra, ale na szczęście nie mam problemu z tłustą cerą, więc porządne naoliwienie wpłynie raczej pozytywnie. 

 

z Chomika (link po lewej) dostałam informację, że "naruszam prawo autorskie, zablokowano pewien plik i postępowanie zostało zakończone". do więzienia nie pójdę. mam się cieszyć? bo jak pomyślę o norweskim więzieniu (<-klik), to niewiele się od mojej obecnej norki różni (pomijając ten zlew w pokoju – ja mam na to osobną klitkę!!), w dodatku tam czynszu i opłat nie ma, jedzenie za free.   

 

Trish… weź ty się trzepnij w japę – na zmądrzenie za późno, ale może przynajmniej mózg wskoczy na odpowiednie miejsce… 

 

121.

wygrałam w EuroMillions 7 euro. no kurwa. najpiękniejsze jest to, że cieszę się jak dziecko. pierwsza w życiu wygrana pieniężna. pierwsza, odkąd stosuję Sekret – pierwsza i od razu (mini)zwycięska. no żesz. czyli działa!!!! a o miliony trzeba się widocznie dłużej postarać. no to się postaram. 

 

przede mną weekend. sobota kijowa, bo men idzie na ‚randkę’. wstaje o 4:30, o 4:40 wychodzi z domu, a o 4:50 spotyka się z córką szefa. i wróci po południu. ubzdurało im się… podział tygodniowy. jedna osoba z biura i jedna z magazynu, każdego tygodnia liczenie "staka". podejrzewam, że chodzi o spis stanu magazynów. niech idzie, zarobi dodatkową kasę. a o kobitę się nie boję. przykładna żona, z dzieckiem. i za stara. a mój men na moje szczęście nie gustuje w ryczących trzydziestkach i czterdziestkach. więc dajta spokój.

 

zrobiłam trzykolorową galaretkę i jestem z siebie dumna. 6 godzin ją robiłam, ale jestem z siebie wypierniczyście dumna. szczególnie, że men od razu pobiegł się pochwalić, jakie to cudo mu ukochana zrobiła. 

 

tym oto słit akcentem… idę w kimę. 

 

12o.

men dzisiaj zasugerował, by zrobić kolejne przemeblowanie, bo słońce wali mi w monitor przez 1/4 dnia. no i Trish, nie czekając na jego powrót, po kilkunastu minutach od jego wyjścia zabrała się do pracy. efekt? wszystko spowrotem stoi tam, gdzie było. zafundowałam sobie tylko darmową siłownię. jutro pewnie zakwasy mnie zabiją. czuję się jakbym chepała pół dnia na budowie, a przede mną jeszcze kuchnia, rozwieszenie prania i nastawienie nowego, a potem rozwieszenie go. a na koniec odkurzę. wieczorem, w nagrodę, zasiądę z lodami przed TV. lol…  

 

wczoraj pojechałam odważnie na miasto. sama, do Irysów. dogadałam się, usłyszałam kilka pochwał pod adresem mojego CV i tym oto sposobem wysłałam najważniejszą w moim życiu aplikację o pracę. najważniejszą, bo do wymarzonej firmy. bo siedziałam nad nią prawie 2 tygodnie, poprawiałam, dopisywałam, usuwałam co trzeba. bo jestem przekonana, że dzięki niej w najbliższym czasie wstanę, wyszykuję się, i jak normalny człowiek po prostu pójdę do pracy. przecież nie pozwolą sobie na taki błąd jak odrzucenie mojej kandydatury. nie ma takiej opcji. ja to wiem i jestem pewna. na tyle, że już czuję się jak ich pracownica.  

 

119.

nienawidzę każdego faceta za to skurwysyństwo, które nosi w sobie zakiełkowane od małego aż po wszelaki kres!!!! KAŻDEGO!!!

 

Kobiety, zapamiętajcie –

 

THEY DON’T REALLY CARE ABOUT US!! NEVER!!!

EVEN, IF YOU THINK THEY DO!!! ;/

 

ps. kurwa, jaki apel feministyczny wyszedł.. yhh. trudno. mam jeszcze wibrator, jakby czegoś mi brakło.